Prawny mit progu 2,5 ng/ml THC. Dlaczego stężenie THC we krwi nie dowodzi przestępstwa?

You are currently viewing Prawny mit progu 2,5 ng/ml THC.  Dlaczego stężenie THC we krwi nie dowodzi przestępstwa?

Prawny mit progu 2,5 ng/ml THC. Dlaczego stężenie THC we krwi nie dowodzi przestępstwa?

W praktyce prawa karnego, zwłaszcza w sprawach o prowadzenie pojazdu pod wpływem, przyzwyczailiśmy się do prostego przelicznika. Stężenie alkoholu we krwi. Wynik z alkomatu lub badania krwi jest często koronnym dowodem. Jednak przenoszenie tej logiki na sprawy związane z konopiami indyjskimi jest błędem.

W walce merytorycznej z wadliwymi opiniami biegłych kluczowe jest powoływanie się na najnowsze i najbardziej rzetelne dowody naukowe. Jedną z takich publikacji, stanowiącą potężny oręż w dyskusji o (braku) związku stężenia THC z “upośledzeniem” kierowcy, jest badanie opublikowane w 2023 roku w prestiżowym czasopiśmie Clinical Chemistry.

 

Chodzi o podwójnie ślepe, kontrolowane placebo badanie kliniczne (RCT). Czyli jeden z najwyższych standardów dowodu naukowego, zatytułowane “Driving Under the Influence of Cannabis: Impact of Combining Toxicology Testing with Field Sobriety Tests”. Autorzy (na czele z Thomasem D. Marcotte) postawili sobie za cel zbadanie fundamentalnego pytania: czy istnieje realna zależność (taka jak przy alkoholu, gdzie więcej promili = większe upośledzenie) między stężeniem delta-9-THC we krwi a mierzalnymi parametrami upośledzenia jazdy. Wyniki są jednoznaczne i druzgocące dla zwolenników sztywnych progów stężeń, takich jak te przyjmowane przez biegłych w Polsce (np. 2,5 ng/ml).

 

Badanie, które kwestionuje status quo

W podwójnie ślepym badaniu kontrolowanym placebo (Marcotte, Fitzgerald et al., 2023) wzięło udział 191 uczestników. Palili oni marihuanę o różnej mocy (5,9% lub 13,4% THC) lub placebo. Następnie przez 5 godzin monitorowano ich parametry jazdy w symulatorze, w tym dwa kluczowe wskaźniki upośledzenia:

  • SDLP (Standard Deviation of Lateral Position): Miarę “myszkowania” lub trudności z utrzymaniem pasa ruchu.
  • Koherencja (Car following): Zdolność do utrzymania stałej odległości od pojazdu poprzedzającego.

Równocześnie pobierano próbki krwi, płynu ustnego i wydychanego powietrza.

 

Wniosek nr 1: Stężenie THC we krwi nie koreluje z upośledzeniem

Główny wniosek badania – nie znaleziono żadnego statystycznego związku między stężeniem THC w organizmie a wydajnością na symulatorze jazdy.

“There was no relationship between THC concentrations measured in blood, OF, or breath and SDLP or coherence at any of the timepoints studied (P > 0.05).”

 

“Nie stwierdzono związku między stężeniami THC mierzonymi we krwi, płynie ustnym (OF) lub wydychanym powietrzu a SDLP lub koherencją w żadnym z badanych punktów czasowych (P > 0,05).”

Co więcej, badanie wykazało “całkowity brak związku” nawet po uwzględnieniu innych kannabinoidów i metabolitów.

W świetle tych badań, kierowca zatrzymany godzinę po paleniu, mający we krwi wysokie stężenie THC, mógł w rzeczywistości prowadzić pojazd znacznie lepiej niż inny kierowca, u którego wykryto śladowe ilości, ale który palił 3 godziny wcześniej. Sama liczba w ng/ml niczego nie dowodzi.

 

Wniosek nr 2: Przepisy wprowadzające progi stężeń są naukowo nieuzasadnione

Wiele jurysdykcji próbuje rozwiązać problem, wprowadzając limity ustalone prawnie), czyli ustalone stężenie THC (np. 2 ng/ml lub 5 ng/ml), powyżej którego kierowca jest automatycznie uznawany za winnego, niezależnie od tego, czy wykazywał oznaki upośledzenia.

Badanie to dostarcza mocnych argumentów przeciwko takiemu podejściu.

“The complete lack of a relationship between the concentration of the centrally active component of cannabis in blood, OF, and breath is strong evidence against the use of per se laws for cannabis.”

 

“Całkowity brak związku między stężeniem centralnie aktywnego składnika konopi we krwi, płynie ustnym i wydychanym powietrzu jest mocnym dowodem przeciwko stosowaniu przepisów typu per se w odniesieniu do konopi indyjskich.”

Dzieje się tak, ponieważ w przeciwieństwie do alkoholu, THC jest lipofilne (rozpuszcza się w tłuszczach) i może być uwalniane z tkanek tłuszczowych do krwi przez długi czas po ustąpieniu efektów psychoaktywnych.

Przykład: Pacjent medycznej marihuany, który używa jej regularnie od lat, może mieć stałe, bazowe stężenie THC we krwi przekraczające 5 ng/ml, nie odczuwając przy tym żadnego upośledzenia. Zgodnie z przyjętym w Polsce przez biegłych toksykologów progiem, taka osoba byłaby permanentnie winna prowadzenia pojazdu pod wpływem, nawet jeśli wsiadłaby za kierownicę całkowicie trzeźwa, wiele godzin po ostatnim zażyciu.

Wniosek nr 3: Problem z testami trzeźwości (FST)

Jeśli więc badanie krwi jest tak słabym dowodem, to może rozwiązaniem są standardowe testy trzeźwości (FST), takie jak chodzenie po linii czy stanie na jednej nodze, przeprowadzane przez policję na drodze?

Badanie Marcotte et al. (2023) pokazuje, że one również są wysoce problematyczne, jeśli stosuje się je w izolacji jako samodzielny dowód.

 

Iluzja Skuteczności

Na pierwszy rzut oka testy FST w tym badaniu wypadły dobrze. Funkcjonariusze organów ścigania (eksperci DRE) przeprowadzający testy FST u uczestników badania prawidłowo zidentyfikowali 81% osób z grupy THC jako “upośledzone” 71 minut po paleniu. To brzmi jak wysoka skuteczność. Problem w tym, że badanie ujawnia natychmiast drugą, druzgocącą stronę tego medalu: gigantyczny wskaźnik wyników fałszywie dodatnich.

 

Druzgocący Dowód: 49% Błędów w Grupie Trzeźwych

Kluczowym elementem badania była grupa kontrolna (placebo), czyli osoby obiektywnie trzeźwe. Zobaczmy, jak one wypadły na testach FST w tym samym momencie:

“However, 49% of participants who smoked placebo (controls) were also deemed impaired at this same timepoint.”

 

“Jednakże 49% uczestników, którzy palili placebo (grupa kontrolna), również zostało uznanych za będących pod wpływem w tym samym punkcie czasowym.”

Interpretacja tego faktu jest jednoznaczna i druzgocąca dla wiarygodności FST jako samodzielnego dowodu.

Mówiąc wprost: prawie połowa (49,2%) obiektywnie trzeźwych osób “oblała” policyjne testy sprawności i została błędnie zakwalifikowana przez ekspertów jako “upośledzona”.

 

To pokazuje, że stosowanie FST w izolacji jest wysoce niemiarodajne i obarczone gigantycznym (prawie 50-procentowym) ryzykiem pomyłki. Podważa to fundamentalnie wartość FST jako samodzielnego dowodu na faktyczne upośledzenie psychomotoryczne w postępowaniu karnym.

 

Więcej o FST przeczytasz tutaj.

 

Dlaczego samo stężenie to za mało?

Oczywiście, autorzy tych wszystkich badań nie sugerują, że kierowcy faktycznie będący pod wpływem THC powinni być bezkarni. Chodzi o coś zupełnie innego. Wskazują, że system, który opiera się tylko na jednej metryce (np. magicznym progu stężenia we krwi), jest nie tylko niesprawiedliwy, ale po prostu wadliwy i sprzeczny z nauką.

Pomyślmy o dwóch praktycznych przykładach, które obnażają słabość systemów opartych tylko na jednym wskaźniku:

 

Problem A: tylko test na stężenie (np. we krwi) Przykład: Pacjent medycznej marihuany zażył lek 24 godziny temu. Rano jest w pełni sprawny, jedzie bezpiecznie. Zostaje zatrzymany. Badanie krwi wykazuje 3 ng/ml THC (efekt magazynowania w tłuszczu). Wniosek: mimo że jest de facto trzeźwy, system oparty tylko na progu uznaje go za przestępcę. To fałszywy wynik pozytywny.

 

Problem B: tylko test sprawności (FST)

Przykład: Kierowca jest idealnie trzeźwy, ale bardzo nerwowy. Zostaje zatrzymany. Policjant każe mu iść po prostej linii lub dotknąć palcem nosa. Ze stresu (lub po prostu przez słabą koordynację) kierowca “oblewa” test. Wniosek: Mimo że jest trzeźwy, system oparty tylko na teście sprawności może go błędnie zakwalifikować jako „upośledzonego”. To również fałszywy wynik pozytywny.

 

Dwustopniowa weryfikacja.

Badania wskazują, że jedynym rzetelnym sposobem jest połączenie obu metod:

“Combining a 2 ng/mL THC cutoff in OF with positive findings on FSTs reduced the number of controls classified as impaired to zero, 86 minutes after smoking the placebo.”

 

“Połączenie wartości granicznej 2 ng/mL THC w płynie ustnym z pozytywnymi wynikami FST zredukowało liczbę osób z grupy kontrolnej sklasyfikowanych jako będące pod wpływem do zera, 86 minut po paleniu placebo.”

Do ustalenia, czy kierowca jest aktualnie pod wpływem, badanie płynu ustnego (śliny) jest uznawane przez wielu ekspertów za znacznie lepsze i bardziej miarodajne niż badanie krwi. Krew pokazuje nie tylko to, co zażyło się godzinę temu, ale także to, co organizm (w przypadku regularnych użytkowników) uwalnia z tkanki tłuszczowej. Pacjent medycznej marihuany lub regularny użytkownik może mieć stale wykrywalne stężenie THC we krwi (np. 3 ng/ml, 5 ng/ml, a nawet 15 ng/ml) przez wiele dni po ostatnim użyciu, będąc jednocześnie w pełni sprawnym psychomotorycznie.

 

Badanie płynu ustnego (śliny) jest inne. THC w płynie ustnym wykrywalne jest przede wszystkim z bardzo niedawnego zażycia (głównie z osadu w jamie ustnej po paleniu/waporyzacji). Okno detekcji w ślinie jest znacznie krótsze niż we krwi i wynosi zazwyczaj kilka godzin. I to jest kluczowe: to krótkie okno detekcji (kilka godzin) niemal idealnie pokrywa się z faktycznym oknem, w którym kierowca może być upośledzony psychomotorycznie (czyli 3-4 godziny po zażyciu).

System “oblałeś test sprawności (fst) + masz thc w płynie ustnym” jest tak skuteczny, bo łączy dwie kluczowe rzeczy:

  1. Faktyczne objawy (kierowca nie jest w stanie wykonać prostych testów koordynacji).
  2. Potwierdzenie niedawnego zażycia (kierowca na pewno zażył substancję w ciągu ostatnich kilku godzin).

W ten sposób system łapie tylko tych, którzy są faktycznie zagrożeniem, jednocześnie eliminując pomyłki (jak trzeźwi, którzy oblali FST ze stresu) oraz niesprawiedliwe karanie (jak pacjent, który zażył lek dwa dni temu i ma “stare” THC we krwi, ale “czystą” ślinę).

 

Polski system, oparty wyłącznie na badaniu krwi oraz “ustalonych” progach.

Sądy w Polsce powinny dysponować kompletnym materiałem dowodowym, a nie tylko “suchym” wynikiem badania krwi. To funkcjonariusz Policji jest odpowiedzialny za rzetelne zebranie dowodów na miejscu zdarzenia.

W idealnym systemie:

  1. Cała interwencja musi być rejestrowana kamerą nasobną, utrwalając zachowanie i mowę kierowcy.
  2. Funkcjonariusz powinien być przeszkolony do przeprowadzania standaryzowanych testów sprawności (FST), wzorowanych np. na procedurach amerykańskich (test chodzenia po linii, test śledzenia obiektu oczami).
  3. Całość testów FST również musi być zarejestrowana na wideo.

Zgodnie z zasadami procesu karnego, brak tych dowodów lub zaniechanie ich zebrania przez policjanta powinno obciążać oskarżenie.

 

Niestety, praktyka sądowa bywa rażąco odmienna. Wielokrotnie spotkałem się z argumentacją, że “gdybyśmy nie skazywali na podstawie samego wyniku krwi, nie można byłoby skazać nikogo”. Nawet jeśli kierujący nie wykazywał absolutnie żadnych objawów upośledzenia zdolności psychomotorycznych. Jest to argumentacja skandaliczna, uderzająca w fundament domniemania niewinności i obowiązku udowodnienia winy ponad wszelką wątpliwość. Sąd ma obowiązek skazywać wyłącznie wtedy, gdy jest pewien winy, a wszelkie wątpliwości musi rozstrzygać na korzyść oskarżonego.

 

Praktyka, w której “trzeba skazać”, bo “jest wynik z krwi”  i opinia biegłego bazująca wyłącznie na “ustalonych progach” – nawet gdy wszystkie inne dowody temu przeczą lub ich po prostu nie ma jest jawną patologią wymiaru sprawiedliwości.

 

Wnioski

  • Sam wynik badania krwi na obecność THC jest niewystarczającym dowodem na upośledzenie zdolności psychomotorycznych. Należy go kwestionować, powołując się na badania wykazujące brak korelacji między stężeniem a upośledzeniem.
  • Akt oskarżenia nie może opierać się wyłącznie na wyniku toksykologicznym. Konieczne jest wykazanie faktycznego upośledzenia poprzez obserwacje funkcjonariusza (np. błędny styl jazdy) oraz testy sprawności psychomotorycznej w chwili zatrzymania.
  • Badanie to potwierdza to, co wielu ekspertów twierdziło od dawna. Alkohol i THC to dwie zupełnie różne substancje, a ich związki z upośledzeniem jazdy są diametralnie różne. Prawo i polskie sądy musi za tą nauką nadążyć.

Potrzebujesz porady prawnej?

Treść przekazywana na niniejszym Blogu ma charakter ogólny i nie stanowi porady prawnej. Celem Bloga jest udzielenie nieodpłatnie możliwie najszerszych informacji. Pamiętaj jednak, że każda sprawa jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Aby uzyskać poradę prawną skontaktuj się z nami dzwoniąc na numer 512 976 090. Możesz też napisać e-mail lub wypełnić prosty formularz kontaktowy.   

Dodaj komentarz